Bieszczady zdobyte!


Ostatni weekend maja był ostatnim dzwonkiem na urządzenie majówki. Udało się! Wyruszyliśmy w Bieszczady…

Do pokonania było niemal 300 km. W piątkowy wieczór ekipa ponad 30 studentów (byłych lub obecnych) trafiło do Ustrzyk Górnych. Noc spędziliśmy z pokładami niezmierzonej energii. Na szczęście mogliśmy ją spożytkować już o poranku.

Po pełnowartościowym śniadaniu ruszyliśmy zdobywać. Najpierw zmierzyliśmy się z Połoniną Caryńską. Ci najlżejsi mieli tu duże problemy w starciu z wiatrem. Następnie zbiegliśmy do Przełęczy Wyżniańskiej. Tam nabraliśmy sił w schronisku, by rozpocząć kolejną wspinaczkę. Naszym oczom ukazały się Mała i Wielka Rawka. Grupa, której pokłady energii nie wyczerpały się tak szybko (przecież to bagatela dopiero 6 godzin marszu!) stanęła w miejscu szczególnym. Krzemieniec – tu stykają się granice: Polski, Słowacji i Ukrainy. W całości spotkaliśmy się na kolacji, która rozpoczęła wieczorne świętowanie. Wspólnie uczestniczyliśmy w Mszy Świętej [w tym miejscu z całego serca polecam zajrzeć do Księgi Mądrości Syracha, rozdział 51, wersety od 12 do 20], po której nastąpiła integracja przy ognisku.

Niedziela była dla nas nie lada wyzwaniem. Tym razem dzień rozpoczęliśmy od wspólnej Mszy Świętej. Po śniadaniu byliśmy już w drodze na najwyższy szczyt Bieszczad(ów?). Tarnica okazała się dla nas, zaprawionych w boju, łatwizną. Nasz czas wdrapania się na nią zakrawa o bieszczadzki rekord ;) Dzięki wspaniałej pogodzie mogliśmy po horyzont podziwiać piękno i majestat gór. Nasze serca nie ustawały w uwielbieniu Boga. Niestety, nadszedł też czas wyjazdu i powrotu do codzienności.

Na koniec: ogromne podziękowania dla wszystkich organizatorów. Dzięki, że mogliśmy spędzić ten weekend tak radośnie, w tak dobrych warunkach i z takimi atrakcjami. Mamy nadzieję: do powtórzenia za rok! :)